Posted by: Ole on: 7 styczeń 2008
Ssanie może być czynnością przyjemną, pod warunkiem, że zakończenie ma równie miłe, co początek, a cały jego proces przebiega równomiernie, bez przykrych niespodzianek typu: wszystko z nagła i nieoczekiwana więdnie, i się kończy, i tak zwana dupa blada: nici z satysfakcji z zassanego pliku (dla zwiększenia dramatyzmu dodajmy: pliku, którego długo się szukało i na którego pobranie czekało się z wywieszonym jęzorem, jak dzieciak na waciarzokrążcę*).
To, co widać poniżej, nie jest fajnym ssaniem: jest klasycznym przykładem meganiekulowej złośliwości głupiego, głupiego losu. Oraz seedów, których (no jakże mi miło) musiało zabraknąć tak ni stąd, ni zowąd (no jakże fajnie), na 0,01% przed ukończeniem pobierania pliku, który pobierał się bezproblemowo przez całe 99,9% whopsasywania równiutkimi tempami do kompa.
No żeby to cholera – tak się po prostu nie robi, żeby na 40 KB przed końcem ssanie się wyłączało, i już!
(klick w obrazek, żeby powiększyć)
* waciarzokrążca – neologizm taki (równie głupi, co głupie przerwanie pobierania pliku w najgłupszym z możliwych momencie, o czego szczegółach wyżej) na określenie faceta z ustrojstwem do robienia waty cukrowej, krążącego po miastach, miasteczkach, pojawiającego się nie wiadomo kiedy, nie wiadomo skąd, na osiedlach oraz w innego typu skupiskach ludności, charakteryzujących się wysokim odsetkiem dziecięctwa, gotowego wydać całe kieszonkowe na obrzydliwie słodkie, waciane nic