Posted by: Ole on: 17 luty 2008
No to sobie pojechali FIATEM 500… Po całości! Po sentymencie, historii, znakach, symbolach, tropach – po wszystkim: wrzucili do jednego worka, wymieszali, wstrząsnęli i podali. Co podali? Patetyczny reklamowy bełt, nie do przełknięcia, szumnie nazwany MANIFESTEM:
Ach, czegóż tu nie ma? Jest przytulne cinema paradiso, kinowy magik, który uruchamia historyczną maszynerię czasu, widz – chłopiec, owładnięty opowieścią malowaną na z wolna przesuwających się klatkach filmowych. Jest dziecięce zadziwienie, podziw, strach, radość, łzy, śmiech, rozbawienie; młode serce nasączane spuścizną przeszłych pokoleń i tą spuścizną wzrastające w siłę. Są chwile intymnego dotykania historii oraz jej bohaterów przez duże B. I wreszcie jest puenta: Nowy Fiat – on także jest częścią naszej historii. On, motoryzacyjny owoc ziemi włoskiej, przybyły do Polski, wrośnięty na trwałe w pejzaż nadwiślańskich dróg. On, który przetrwał wichury dziejowe i zręcznym manewrem wchodził w niejeden trudny zakręt naszej historii. On, Fiat – ostoja polskości.
Yyyh, że jak, że co?…
…że Manifest, proszę państwa: manifest treści, jak następuje:
Życie to zbiór miejsc i ludzi, którzy nadają sens czasom, w których żyjemy, naszym czasom. Gromadząc doświadczenia, rozwijamy się i dojrzewamy. Dzięki nim poznajemy siebie. Niektóre są ważniejsze od innych i to one kształtują nasz charakter. Uczą nas odróżniać właściwe od tego, co niewłaściwe. Uczą nas, jak odróżniać dobro od zła. Uczą nas kim być, a kim nie być. Uczą nas, do czego dążyć. W ten sposób niektórzy ludzie, niektóre rzeczy stają się nieodłączną częścią nas: pomagają nam w wyrażaniu siebie, dodają nam siły, abyśmy zawsze byli sobą. A jeśli rzeczywiście mają wartość, wpływają na to, jak świat się zmienia i ewoluuje. Wtedy nie należą już do nikogo, ale stają się własnością nas wszystkich. Nowy Fiat. On także jest częścią naszej historii.
Włos się jeży, a poczucie patriotycznej wspólnoty buntuje przeciw tego rodzaju próbom przyoblekania poczciwego fiacika w niewspółmierną jego wielkości glorię i czynienie zeń drugiej Reduty Ordona, następnego Westerplatte, kolejnego Gdańska. Zgroza.
Ja rozumiem: wzmocnienie brandu takie, a może i – cholera wie? – manewr repozycjonujący markę w świadomości Kowalskiego, który do tej pory ładował cztery litery w swoją puszkę numer 126p, nieświadomy zasług italskiego koncernu w budowę polskiej historii. Ale bez przesady: ani to Porozumienia Sierpniowe, ani Okrągły Stół, ani Mazurek Dąbrowskiego, żeby podchodzić do Fiata z tak nabożną rezerwą. Żaden też z niego kamień milowy motoryzacji, a samochodus pospolitus dla mas, więc po co w spocie te wielkie nazwiska, znajome twarze, historyczne wydarzenia, legendy, okrągła fraza, gładkie stwierdzenia, wzniosłe komunały, kapiące z telewizora zamszowym głosem Krzysztofa Kolbergera? Hę?
Po que ta cała pompa, się pytam?!
21 luty 2008 @ 12:37
Się dziś na ten bełkot nadziałem, najbardziej podoba mię się zestawienie Fiata z czołgami na Tienanmen (a jakże, polskim, tradycyjnym Placu Niebiańskiego Spokoju:). Aż mi się smutno po drodze zrobiło, że nie ściągneli na lektorkę Łapickiego, żeby pojechał soundem z PKF’ek.
Z tym, że jako pomysł na opakowanie gówna w atrakcyjne pazłotko, to to może chwycić… Mordy mogą sprzedać markę na samym wzruszeniu