Posted by: Ole on: 2 marzec 2008
Óps, że zacytuję klasyka, aj did it egejn… No, bo reklama. Egejn. Trudno, najwyżej przebranżowię Sugara i zrobię go składowiskiem fajnych (albo i niefajnych, w zależności jak wiatr zawieje i mój humor dopisze) spotów. Enyłej, dziś kilka reklamówek robionych dla jednej marki, CARTLON DRAUGHT. Piwa takiego australijskiego.
Nie lubię piwa… Ba, nie cierpię. Ale Carltona nie potrafię nie kochać. I to nie ze względu na jego (nie wiem, być może wyjątkowy) smak, bo od szyjki strony go nie znam. Nie potrafię, bo spotowo mocarne jest. Kopirajterska poezyja. Musująca złociście perlistym dowcipem. Nie przesadzam. Na dowód załączam moje ulubione produkcje. Obejrzyjcie i powiedzcie sami: skoro Carlton promuje się taakimi… (nie, słabo powiedziane) …TAAAKIMI adsami, to czy można do Carltona żywić inne uczucie, niż miłość po groop? Nie można.
(było też tutaj: OLE SŁUCHA LiveJournal >> NA KOLANA)