Posted by: Ole on: 9 marzec 2008
chociaż krótki list…”. Ino email jeno, bo boksa na papierowe listy u mienia niet.
Gdyby czasy, w jakich żyjemy były promanualepistolograficzne, gdybyśmy wciąż z drżeniem serca wypatrywali listów przesyłanych dzięki uprzejmości matuszki Poczty Polskiej, to wyrwę jak po bombardowaniu zamiast skrzynki na listy, uznałabym za zamach na wolność korespondencji i nieskrępowany przepływ informacji.
Skoro jednak żyjemy w czasach proemailograficznych i zamiast pana w czapce z żółtą trąbką wypatrujemy raczej migającego w kompie powiadomienia “You’ve got mail”, to ja mówię: “luuuz”, a dziurę (jej podobizna niżej) poczytuję za żarcik opieszałej ekipy remontowej rozgrzebującej mi właśnie klatkę schodową, która nie wyrobiła się after skrzynka’s demontaż z remontażem owej.
A oto jak wygląda ta urocza, dziurzasta zaskoczka, na którą natknęłam się, kiedym to dziś rankiem do sklepu po mleko szła: