Posted by: Ole on: 31 marzec 2008
Jak zostać sławnym? Prościzna. Wystarczy być selebrytem znanym z tego, co robi: kolejnym Saletą obdzielającym nerką pół rodziny albo wydaniem drugim poprawionym Jandy, restaurującej Polonię. Można też być znanym z tego, że jest się znanym: następną Agnieszką Frykowską przekonaną o własnej wielkości i opowiadającą o tym w każdym telewizyjnym talk show. Albo wybrać ryzykowną, acz niepozbawioną sensu metodę na“Annę Powierzę”: stać się znanym z tego, że jest się… nieznanym.
Jak to zrobić? Ano pójść za przykładem tej bestyi Powierzy, która na szołbizie zęby zjadła: napisać powieść o poradnikowo brzmiącym tytule “Jak zostać sławną?”, uczestniczyć w spotkaniu promocyjnym zorganizowanym w warszawskim Empiku i zastać na nim przeraźliwe puchy zamiast tłumu rozwydrzonych fanów. Słowem: ustanowić rekord liczby uczestników spotkań literackich jako takich, zamykając ją w liczbie 0 (słownie: zero). Oto sekret wyznaczania nowych standardów gwiazdorstwa tabloidowego i tworzenia wspomnianej jego subkategorii “znany/a z tego, że jest nieznany/a”.
Jak wieść niesie, najbardziej gwiazdorskimi punktami promocji były: awantura urządzona przez rozkapryszoną selebrytkę Powierzę panu z wydawnictwa, kłótnia powieściopisarki z owym, gdy odmówił czytania fragmentów powierzowego arcydzieła oraz strzelenie fochem przez pannę Annę, poirytowaną brakiem spodziewanych tłumów.
Oceniając spotkanie z perspektywy czasu, można uznać, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Podstawowy wymóg efektywnego publicity – “nieważne, co mówią, ważne, żeby mówili i nie przekręcali nazwiska” – został spełniony. O treści “Jak zostać…” mówi się wprawdzie mniej – żeby nie powiedzieć dosadniej “wcale się nie mówi, bo i nie ma o czym”, natomiast o bezprecedensowej formie promocji, w której udział wzięli literatka Powierza oraz jej dzieło, trąbi się wszędzie i na okrągło. Czyli co? Czyli w sumie sukces.
I jeszcze jedno: wiem, że leżącego się nie kopie, leżącego finansowo tym bardzie – bo, że wydawca Powierzy wyłożył się finansowo na wydaniu jej knigi, to raczej pewne. Niemniej pozwólcie, że na koniec powiem jedno: buahaha.
[...] Original post by Ole [...]
15 grudzień 2008 @ 23:36
Przeczytałam tą książkę. Pierwsze rozdziały były w miarę, potem było trochę nudno, ale wreszcie jak już miałam zrezygnować to się “rozkręciła” i nawet fajna była.