Posted by: Ole on: 3 kwiecień 2008
W ramach kampanii COCA-COLI z 2006 r. pod hasłem “Razem smakuje lepiej”, bloki reklamowe terroryzował spot, w którym senior rodu, szanowny dziadek (patrz foto niżej), najpierw twierdził, że “za jego czasów nie robiło się tego, że zakazane było tamto, a już z pewnością cola – cola do obiadu – była nie do pomyślenia”, a po chwili zmieniał front i dowodząc, że człowiek nie krowa, co poglądów nie zmienia, radośnie chlupał z resztą familii colę do niedzielnego kurczaka… Nooosz.
Że bzdur tych nie dało się słuchać, bo irytowały okrutnie, ucieszyłam się, gdy spot z dziadkiem wycofano. I kiedy razem z nim zniknęło z pola mojego słyszenia hasło “Coca-cola do obiadu, dla rodziny: razem smakuje lepiej”. Myślałam naiwnie, że nastąpiło definitywne finito tej cokolwiek idiotycznej i zuchwałej myśli, aby przekonać Kowalskiego, że obiad bez gromadnego ducia coli, to jak schabowy bez zasmażanej kapusty.
Aż tu, nie dalej jak kilka dni temu, przyjrzałam się uważnie opakowaniu coli. A na nim jak byk (patrz foto niżej): “do obiadu, do smaku, dla rodziny” …wymiękłam. Czyli jednak niewiele zmieniło się w strategii integrowania rodziny doobiadową butelką colo-płynu?
Nie rozumiem i nie kupuję takich indoktrynacyjnych zapędów koncernu, tłumaczonych zacieśnianiem więzów rodzinnych, a w gruncie rzeczy mających na celu zmienić upodobania oraz przyzwyczajenia kulinarne Polaków, no i oczywiście wpłynąć na wzrost sprzedaży wiadomego napoju. Bardzo jestem przeciw i bardzo na nie.